bycie życiowym skurwysynem jest czasem lepsze niż łapanie zwykłego oddechu
zapadanie się w głęboki sen
zdecydowanie lepsze niż spacer po durnym pięknie Świata jak się ma takie ciemne myśli
takie śmierdzące i zgniłe ciało jest piękniejsze niż te szmaty na wybiegu i na okładkach cienkich gazet
to zwykłe śmieci
życie to szmata
brudna ściera rzeczywistości
rodzisz się i już chwytasz ten smród życia
na chuj ci to wszystko
ta cała kolorowa otoczka Świata
na chuj ci to poukładanie
ty się do tego nie nadajesz
ty jesteś brudem szarości
nie ma życia tu na ziemi dla ciebie
po co tu jesteś????
głupia tępa istoto
nie należy ci się nawet jeden oddech na tym padole
zdychaj już bo nie umiesz nawet być jedna komórka
nie należy ci się nic
po co się urodziłeś
po to żeby zaraz zniknąć
nikt cie tu nie zna
i nie pozna
za krótko tu żyjesz
bo nie jesteś tego godzien
nie dla ciebie
nie masz prawa tu być
zdychaj pasożycie Świata
czwartek, 28 czerwca 2018
syf
piękno rzeczywistości
posłuchaj
niewyobrażalnie pusty dom
bez echa
pusta dziupla w drzewie
całym z szarego próchna
nora ziejąca czeluścią
brzydkim zgniłym zapachem
padlina leżąca w rowie
i muchy kłębiące się na niej
brudne ścieki za miastem
smog ich smrodu i unosząca się nad nimi mgła
martwe pisklę
które wypadło z gniazda
oblepione gryzącymi je mrówkami
studnia wpadająca miliony kilometrów w dół
pusta bez wody
dziecko szukające matki
która porzuciła go na śmietniku
wyrzucony zabłocony miś
nudny nieciekawy
nie do przytulania
i moje serce
motyl
Najbardziej nierealne
Wyobraź sobie malutkiego młodego MOTYLA
- pięknych kolorów
o delikatnych jak jedwab skrzydłach
lekkiego, bez grama wagi
o ciele tak wątłym i nikłym jakby go nie było
Wyobraź sobie że śpi otulony
kruchą osłona życia
każda cząsteczka tlenu przez nią przenika
ona czuje się bezpieczny
wie że ta ochrona mimo delikatności jest mocna stabilna
tak ma wpojone w umysł
''jestem bezpieczny"
Jest tak kurewsko pewny tej ochrony
że nawet wiara w nią dodaje tez strukturze pancernej budowy
Spójrz mu w oczy
co widzisz???
....
właśnie...
Śpi , lekko oddycha
ma uśmiech na twarzy
serce bije zgodnym życiu rytmem
A teraz...
..wyobraź sobie dalej..
osłona pęka...
......
...
......
....
cisz bum ..
nic
....głucha cisz..
Niczego nieświadomy
piękny szczęśliwy MOTYL
pomału jak na zwolnionym filmie otwiera oczy
ze zdumienia patrzy jak ochronny klosz
który go otaczał
rozpada się na tysiące kawałków
Spadają mu na twarz
kalecząc Skórę
rozrywają skrzydła
leje się krew...
"byłem taki pewny"
To najbardziej nierealne zjawisko
jakiego jego krótkie życie doświadczyło
Pękła ..rozpadła się..
eksplodowała z taką mega siła
że MOTYL ogłuchł
stracił wzrok
węch
słuch
Niewyobrażalny ogrom bólu w jego umyśle
serce stanęło
przestało bić
został tylko blady pusty wzrok w jego spojrzeniu
wlepionym w niebo
ostatnia iskra życia
"byłem taki pewny"
Ale jedno jest w tym wszystkim cudem
to że pozwolono mu tak się czuć chociaż przez chwile
Leży martwy na delikatnym dywanie puchu ostrych kawałków szkła
jeszcze iskra się tli
jeszcze umysł rodzi myśli
Dlaczego tak się stało?
Co przeoczył?
Co przespał?
Czujność!!!!!!!!!!
"To przespałeś Maleńki !.. byłeś za bardzo wszystkiego pewny
za szczęśliwy..żeby to miało ciąg dalszy
Szczęścia nie ma
Miłości radości i szczęścia nie ma Maleńki
żyłeś w złudzeniu snu poprostu"
Wyobraź sobie tego MOTYLA
leżącego na mokrym od deszczu asfalcie
z porwanymi skrzydłami
twarzą cała we krwi
zdeptanego jak do tej pory już tysiącem butów
Wyobraź sobie co on czuje
Był taki pewny taki bezpieczny taki spokojny
czekający na nowy słoneczny piękny niosący radość dzień
a wtedy by wstał
przetarł zaspane oczka
rozłożył piękne zjawiskowo kolorem skrzydła
i poleciałby w niebo
Ktoś mu to obiecał..
Przez kilka krótkich dni był szczęśliwy
żył ta nadzieją
Boże ..jaki on był przekonany że następnym pięknym dniu..
MOTYLKU
Podziękuj Bogu
za ten czas który przeżyłeś
Podziękuj Bogu
za miłość której doświadczyłeś
Podziękuj Bogu
za nadzieję która trzymała cie przy życiu
Podziękuj Bogu
za to co ci dał na krótko ale dał.
MOTYL
Już z niego nic nie zostało
nawet ślad odrobina serca nic
Spadł większy deszcz
obmył ulice
zabrał jego rozszarpane ciało
teraz płynie po czarnej ulicy
zapadł już w pełni zmrok
przyszła noc
płynie jak ścierwo
padlina
Dla mnie MOTYLKU
jesteś najpiękniejszym ścierwem padlina
najcudowniejszym zjawiskiem
i najdelikatniejszym uczuciem jakie znałam
MOTYLKU
kocham cie bo wiem co czujesz
bo jesteś mną maleńki
poniedziałek, 25 czerwca 2018
okno
chcesz mnie oddać
chcesz spakować mnie w duży karton
i oddać
ale dlaczego?
bo stałam się niewygodna
bo ciągle pytam dociekam bo nie wierze
mój aniele
rozłóż skrzydła ale nie wypuszczaj ze szpon które mocno trzymają
te obślinione dromy tylko na to czekają
siedzą ukryte w ciemnym zaułku i sapią czerwonością ślepi
a ty chcesz mnie oddać
mój aniele
jestem tylko ulotnym puchem masz prawo to zrobić wypuścić
ja i tak kiedyś zniknę
a obiecane mi niebo tak naprawdę dla mnie nie istnieje
nie ma w nim miejsca dla mnie
poza tym anioły nie istnieją
anioły to tylko nasze marzenie o opiekunie naszych myśli
jest wieczór i zaraz pewnie niebo zakryje się ciemnością
dobranoc
amen
niedziela, 24 czerwca 2018
deszcz
Widziałeś kiedyś martwą mysz leżącą na ulicy
jechałeś autem i pilnowałeś żeby jej nie przejechać
ale dlaczego ..skoro już jest martwa
zatrzymujesz samochód po szkołą i myślisz
jest
znalazłeś odpowiedź
ponieważ masz szacunek do śmierci dlatego
Miałeś ochotę wysiąść i ją podnieść
przełożyć gdzieś w trawę obok
uszanować jej odejście
Ale jak zwykle dwójka zakręciłeś i jechałeś dalej
kierowałeś się do bramy rzeczywistości
po co ci ta ciągła rozkmina życia
po co bez przerwy wracasz analizujesz
po co rozmyślasz
i zagłębiasz się wiecznie w to co jest tak mało ważne
tak nisko istotne
nic nie znaczące
taki pył
pół ziarenka piachu
taka mysz
Twój umysł za dużo ma chyba wolnego
za mało w tym twoim świecie jest sytuacji rzeczy i sposobności
którymi chciałby się nakarmić
które by chciał spróbować i by mu smakowały
Zapewne tę martwą mysz ktoś rozjedzie
i zostanie z niej tylko mały śmierdzący ślad rozkładu
zresztą jakie to miałoby znaczenie
żadne
nawet ten szacunek do śmieci..Żaden
bo tak naprawdę o niej się nie powinno myśleć zbyt często
jest zycie
jest deszcz auto szkoła
jest parking
i brak ludzi..
weź parasol z bagażnika bo dzisiaj zmokniesz
piątek, 22 czerwca 2018
kawa
nie przeproszę cie już nigdy za nic
nie powiem słowa
nie napisze
nie zapłacze
nauczyłeś mnie tego żeby żyć jałowym powietrzem
nauczyłeś mnie wyrzucania z otocznia gęstej smoły przez którą nie da się oddychać
pokazałeś moją naiwność
moja głupotę
ale pokazałeś tez krainę przed którą zawsze drżałam
do której zawsze bałam się wejść
ale sam oceń ..czy nie miałam racji?
ja tam jeszcze posiedzę trochę
może popłaczę podumam potęsknię
ale wynajmę za jakiś czas niszczyciela
i zaora cała ta piękną krainę
posadzę tam chwasty i będę pielęgnować
niech nigdy więcej na tym podłożu nic nie wyrośnie
nie przeproszę ale podziękuję
już na zawsze zostanie w moim sercu zalaminowane uczucie
zamykam je
ale nie zapomnę
2016
Mała bezbronna szara istota
skulona w kącie ciemnego pokoju
nad nią stoi czarny człowiek
ze złem na twarzy
zwinięta jak kawałek papieru
Podnosi rękę
wymierza cios
istota przewraca się całym ciałem na ziemie
rozpływa się jej istnienie
on się uśmiecha
jego twarz przepełnia triumf
zwyciężył
znów
ona leży nieruchomo
nie ma siły już oddychać
od tylu lat bita i maltretowana
nawet nie miała siły krzyknąć
usypia
kopnął ja
mocno
ona już teraz tylko leży
przechytrzyła go
teraz ona stoi na podium
ona wygrała
jego mina już nie jest wypełniona dumą
przegrał..
ogród 2
...czuję ból jaki mi sprawia uścisk jego dłoni
czuje krew na ustach który zadał mi czarnym Bólem
upadam
a on mnie podnosi
i rzuca mną
spadam w czeluść zimnego piekła
nie trwa to długo
ale usypiam
budzę się przed bramą
kolejna jakże beztrosko powtarzany scenariusz
nie muszę dzwonić pukać
prosić by ktoś mnie tam wpuścił
drzwi same się uchylają
na progu stoi on
tym razem jest spokojny
kłania się nisko i wyciąga dłoń
"zapraszam mała
wejdź, nie obawiaj się.."
po bólu jaki mi zadał ja mam mu podać dłoń???
patrze na niego
co mam zrobić tak naprawdę nie mam nic do stracenia..
nie ma emocji
wewnętrzna walka się uspokoiła
mimo zakazu wstępu do mojego wnętrza komukolwiek jest we mnie cicho..
on znów się kłania
zdejmuje czarna chustę z głowy
i odsłania z mroku twarz
"czekaliśmy na Ciebie" mówi spojrzeniem
"wejdź mała , przecież to twój świat
świat który sama stworzyłaś
to ty mnie powinnaś zaprosić
ja tylko cie zabrałem do domu "
Spojrzałam w dół
pod nogami jest przezroczysta podłoga
widzę co się dzieje pod nią
tam wszystko trawi ogień
pali się ten mój świat
wiem że to gorący żar
ale mnie nie parzy
nadal stoję
a on ma wyciągnieta dłoń
co zrobić?
on unosi do góry brwi
patrzy z narastającym zdziwieniem
"zapraszam cie do twojego wnętrza
sama nim przecież jesteś
przed sobą się nie ucieka
a my tu czekamy na ciebie
na władce tego miejsca
ty nas stworzyłaś
jesteś matka każdego kawałka tego piekła"
słyszę głos za soba
stoję w osłupieniu nadal
cichy szept wręcz
taki daleki ale wiem że płynie gdzieś w powietrzu
odwracam spojrzenie
widzę Ciebie
juz głos jet bliżej
biegniesz do mnie
cos krzyczysz ale nie rozumiem ...
zerwał się nagle silny wiatr
zagłusza wszystko
i powietrze staje sie gorące
teraz to czuje
krzyczysz
"wracaj do mnie , on kłamie to nie twój świat
to miejsce stworzone przez twoja nienawiść do świata
to miejsce zniknie tylko ty musisz je zniszczyć"
jesteś juz bardzo blisko
wszystko się dzieje w ułamkach sekund
on nabiera siły
jego sylwetka rośnie
staje się olbrzymim bólem jaki niedawno trzymał w ręce
juz znika mu z twarzy spokój
poczuł zagrożenie
chwyta mnie za dłoń szarpie mocno
zaczyna ciagnać w stronę wejścia
wie że mimo swej siły Ty możesz mu mnie odebrać
dla niego uczucia są nieznajome on czuje tylko żądze
on karmi się mną
Dlatego jestem mu potrzebna
jesteś już tak blisko
ale...
jeden ruch jedno brutalne wyrwanie mnie sprzed tej bramy czekania
wciąga mnie
rygluje drzwi zakłada łańcuchy
kurwa
już stad nie ucieknę
"po to tu cie zabrałem mała
tu jest twoje miejsce
nigdzie indziej nie będziesz oddychać
bo tu się urodziłaś
ty nas potrzebujesz żeby byc soba"
zakuwa mnie w ciężkie pozłacane kajdany
nadal jestem naga dlatego okrywa mnie białym płaszczem
patrzy na mnie i śmieje się szyderczo
gładzi po włosach i mówi "idź suko"...
bosymi stopami stąpam po tym ciepłym szkle
obejmuje mnie wielkimi ramionami
całuje w usta
"teraz ja cie będę kochał maleńka'
a mnie w tym momencie pękło serce ........
ogród 1
Naga idę po torfowisku
zapadł zmrok
jest chłodniej niż godzinę temu
Co chwilę wiatr wpada w rozpuszczone długie włosy
Ale idę dalej
(zastanawiam się teraz to pisząc dlaczego nie biegłam wtedy, nie uciekałam)
Stopy są mokre i zabrudzone od czarnej ziemi i kawałków drzewa
Nie rozglądam się nie boję
czuje dziwne bezpieczeństwo
ciepło na nagim ciele
Za mną zachodzi słońce
niebo nabrało czerwieni
drzewa straciły zieleń
a torf zaczął błyszczeć w mroku
Widzę przed sobą furtkę
drzwi do wyjścia z tego ogrodu
Teren otoczony wysokim płotem
pokryty jedynie wilgotnym dywanem
żadnego żywego źdźbła trawy
mokra nierówna ziemia
Nigdy nic tu nie rosło i nie urośnie
poza tymi czarnymi drzewami
A tak tu kurwa bezpiecznie
nie miał tu nikt wstępu widać stad to zaniedbanie i pustka
(wtedy tego nie trzeba było rozumieć )
Krok po kroku zbliżam się do wyjścia
oglądam się za siebie
zatrzymuje
Czy na pewno chce opuścić to miejsce????
"pomyśl mała"
"pomyśl"
Na policzku pojawiła się łza
zimna martwa łza
"Głupia nie płacz!"
"zabraniam"
Idę dalej
łza splynęła upadła na ziemie i oparzyła ją
mimo mrozu jaki w niej był
Za murem płotu pojawił się chaos
głos zabieganych ślepych ludzi
miasto
życie cywilizacja tłumy
"chcesz tego mała?"
Ale jeszcze jedno spojrzenie na ogród
ostatnie
zupełnie niepotrzebne....
Stoi on
ciemny wysoki wyraźne rysy sylwetki
potężna budowa ciała
Szedł cały czas za mną
a ja nie widziałam
nie czułam oddechu na szyi i wzroku na ciele
On coś trzyma w reku
to jest Ból, długi czarny skórzany Ból
oczy mu iskrzą spojrzeniem
płoną wściekłością
teraz juz mnie nie wypuści czuje to
Teraz ..jak chce opuścić bramy tego miejsca
jak juz się zdecydowałam musiał się pojawić On....
Nie wypuści mnie już...
Będę jego Niewolnikiem
Jedna moja stopa stoi juz po drugiej stronie
juz się kapie w Słońcu rzeczywistości i normalności życia
jedna juz oddycha szarym powietrzem rutyny..
tylko jedna..
On podnosi rekę do góry i Ból nabiera energii
uderza ..mocno
pojawia się krew
Nakazuje mi wrócić cofnąć się
Natychmiast!!!
Tylko kim On jest?
Kim jest ta nienawiść w nim?
Chwyta mnie za ramię
wciąga do ogrodu
zamyka drzwi bramę ..furtkę
Wymazuje mi z pamięci myśl o opuszczeniu
i ponownie wlewa we mnie poczucie mylnego bezpieczeństwa
Niestety we mnie się wszystko juz broni
On ze mną nie wygra
nie wygra z moja duszą
okalając ciało dodaje mi więcej siły..
mimo ze jestem jego Niewolnicą
zapadł zmrok
jest chłodniej niż godzinę temu
Co chwilę wiatr wpada w rozpuszczone długie włosy
Ale idę dalej
(zastanawiam się teraz to pisząc dlaczego nie biegłam wtedy, nie uciekałam)
Stopy są mokre i zabrudzone od czarnej ziemi i kawałków drzewa
Nie rozglądam się nie boję
czuje dziwne bezpieczeństwo
ciepło na nagim ciele
niebo nabrało czerwieni
drzewa straciły zieleń
a torf zaczął błyszczeć w mroku
Widzę przed sobą furtkę
drzwi do wyjścia z tego ogrodu
Teren otoczony wysokim płotem
pokryty jedynie wilgotnym dywanem
żadnego żywego źdźbła trawy
mokra nierówna ziemia
Nigdy nic tu nie rosło i nie urośnie
poza tymi czarnymi drzewami
A tak tu kurwa bezpiecznie
nie miał tu nikt wstępu widać stad to zaniedbanie i pustka
(wtedy tego nie trzeba było rozumieć )
Krok po kroku zbliżam się do wyjścia
oglądam się za siebie
zatrzymuje
Czy na pewno chce opuścić to miejsce????
"pomyśl mała"
"pomyśl"
Na policzku pojawiła się łza
zimna martwa łza
"Głupia nie płacz!"
"zabraniam"
Idę dalej
łza splynęła upadła na ziemie i oparzyła ją
mimo mrozu jaki w niej był
Za murem płotu pojawił się chaos
głos zabieganych ślepych ludzi
miasto
życie cywilizacja tłumy
"chcesz tego mała?"
Ale jeszcze jedno spojrzenie na ogród
ostatnie
zupełnie niepotrzebne....
Stoi on
ciemny wysoki wyraźne rysy sylwetki
potężna budowa ciała
Szedł cały czas za mną
a ja nie widziałam
nie czułam oddechu na szyi i wzroku na ciele
On coś trzyma w reku
to jest Ból, długi czarny skórzany Ból
oczy mu iskrzą spojrzeniem
płoną wściekłością
teraz juz mnie nie wypuści czuje to
Teraz ..jak chce opuścić bramy tego miejsca
jak juz się zdecydowałam musiał się pojawić On....
Nie wypuści mnie już...
Będę jego Niewolnikiem
Jedna moja stopa stoi juz po drugiej stronie
juz się kapie w Słońcu rzeczywistości i normalności życia
jedna juz oddycha szarym powietrzem rutyny..
tylko jedna..
On podnosi rekę do góry i Ból nabiera energii
uderza ..mocno
pojawia się krew
Nakazuje mi wrócić cofnąć się
Natychmiast!!!
Tylko kim On jest?
Kim jest ta nienawiść w nim?
Chwyta mnie za ramię
wciąga do ogrodu
zamyka drzwi bramę ..furtkę
Wymazuje mi z pamięci myśl o opuszczeniu
i ponownie wlewa we mnie poczucie mylnego bezpieczeństwa
Niestety we mnie się wszystko juz broni
On ze mną nie wygra
nie wygra z moja duszą
okalając ciało dodaje mi więcej siły..
mimo ze jestem jego Niewolnicą
obraz
Ubrano ją w szczęście
umalowano Radością
więc dlaczego wciąż płacze
Opisano w krytyce pięknymi słowami
naszkicowano uśmiech
więc dlaczego ona umiera i ociera kolory
Oblano ją zapachem kwiatów
posmarowano zmysłami
a ona wciąż myśli o śmierci
pachnie bólem samotności.
Stworzono z niej obraz dobra
sztucznego dobra na pokaz
Plakatowa twarz
rama juz zaśniedziała mimo nowości
złoto we włosach
delikatna bladość dłoni
zielone silne oczy
Obraz jakże kłamliwy
jakże tandetny w swym wykonaniu
Przechodzisz obok
nawet nie spojrzysz...
ale to dobrze
nie warto zatrzymywać się na jednym obłudnym kadrze sekundą wyłapanym spojrzeniem malarza
nie warto...
umalowano Radością
więc dlaczego wciąż płacze
Opisano w krytyce pięknymi słowami
naszkicowano uśmiech
więc dlaczego ona umiera i ociera kolory
Oblano ją zapachem kwiatów
posmarowano zmysłami
a ona wciąż myśli o śmierci
pachnie bólem samotności.
Stworzono z niej obraz dobra
sztucznego dobra na pokaz
Plakatowa twarz
rama juz zaśniedziała mimo nowości
złoto we włosach
delikatna bladość dłoni
zielone silne oczy
Obraz jakże kłamliwy
jakże tandetny w swym wykonaniu
Przechodzisz obok
nawet nie spojrzysz...
ale to dobrze
nie warto zatrzymywać się na jednym obłudnym kadrze sekundą wyłapanym spojrzeniem malarza
nie warto...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








